Category Archives: Rodzina

Jak miś Istvan trafił do Polski

Dzisiaj jest Dzień Pluszowego Misia. Opowiem Wam historię misia Istvana, który miał mieć na imię Stefan… Ale zacznijmy od początku.

Kiedy Max obchodził swoje dziesiąte urodziny zajadając swój ulubiony tort czekoladowy, Miś Istvan czekał na sklepowej półce przy Dr. Moll Karoly ter w Heviz. Czekał na dziecko, które go wypatrzy i przygarnie. Nie jest wcale dobrze być małym samotnym misiem, zwłaszcza kiedy z półki z naprzeciwka, co chwila zerkają na ciebie błyszczące oczy tygrysa i nosorożca. Nocą, kiedy w sklepie było ciemno, mały Istvan miał całe futerko zjeżone ze strachu.

Dni dłużyły się Istvanowi na sklepowej półce przy Dr. Moll Karoly ter. Noce były jeszcze gorsze, choć poza nieprzyjemnymi pomrukami z półki naprzeciwko na razie w żaden sposób tygrys ani nosorożec nie zagrozili jego bezpieczeństwu. Aż któregoś sierpniowego dnia wziął go na ręce śmiesznie mówiący chłopiec.

– To jest Stefan – powiedział chłopiec po polsku. – Mamo, tato, to on.

Istvan nie zrozumiał wszystkiego, bo wychował się na Węgrzech, jednak jego misiowa intuicja pozwalała mu zrozumieć o wiele więcej, niż z tego, co mówią Polacy, może zrozumieć przeciętny Węgier*. Zrozumiał błyskawicznie, że chłopiec potrzebuje przyjaciela. Nastawił więc klapnięte uszko i przekrzywił główkę.

– To będzie mój prezent na dziesiąte urodziny – powiedział Max. Tata udał się z misiem do Pani sprzedawczyni i sprawa została wkrótce sfinalizowana. Miś mocno wtulił się w ramiona chłopca. Zaczęła się dla niego długa podróż.

Max szukał Stefana przez prawie całe wakacje na Węgrzech. Nie pominął żadnego ze sklepów z zabawkami w Budapeszcie i Keszthely. Oglądał nawet kapitana misia w samolocie, który tata był mu gotów kupić od stewardesy. Żaden miś nie pasował do imienia Stefan. Żaden nie był odpowiedni, żeby zostać przyjacielem. Aż do sklepu w Heviz, przy Dr. Moll Karoly ter.

Kiedy chłopczyk przedstawił swojego nowego misia znakomitemu węgierskiemu poecie i przyjacielowi taty Geza Cseby, zapytał go, jak po węgiersku powinien mówić do Stefana.

– Po węgiersku Stefan to jest Istvan (czytaj Isztwan) – odpowiedział mu poeta.

DSC_2235

I tak Stefan okazał się Istvanem.

W drodze do Polski miś sprawował się bardzo dzielnie, nie bał się ani kontroli na lotnisku, ani startu, ani lądowania. Nie bał się też wcale kiedy samolot zaczął się trząść i tata Maxa powiedział, że to turbulencje. Istvan nie wiedział jeszcze, co to turbulencje, ale ponieważ był obok niego Max, nie mogło mu się przecież nic stać.

DSC_2224

Drogi Istvanie – Tobie i wszystkim misiom, także mojemu staremu Ignacemu, gdziekolwiek jest dzisiaj, wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Pluszowego Misia.

* – Węgrzy w zasadzie nic nie są w stanie zrozumieć, z tego, co mówią Polacy, a Polacy kompletnie nie rozumieją Węgrów :-)

 

 

Published by:

Uroki i wdzięki Ostrołęki

Zaczęło się niefortunnie. W 2002 r. otrzymałem wyróżnienie w Ogólnopolskim Konkursie Literacki im. Dionizego Maliszewskiego, ale nie dane było mi się nim nacieszyć. Zmiana zamieszkania (przeprowadzka z Łodzi do Warszawy) i związane z tym zamieszanie sprawiły, że korespondencja z Ostrołęki nie dotarła do mnie na czas. Postanowiłem spróbować swoich sił w kolejnej edycji konkursu. Przez cały 2003 r. trwała moja dobra passa konkursowa – szereg ważnych nagród m.in. zwycięstwa Konkursie Warszawskiej Jesieni Poezji, Konkursie im. J. I. Kraszewskiego w Białej Podlaskiej, konkursie „O nagrodę Jesiennej Chryzantemy” w Płocku i inne. Także w Ostrołęce moje wiersze spotkały się z uznaniem jurorów – zdobyłem wówczas drugą nagrodę.

DSC_0100

 

Tym razem miałem zaproszenie i mogłem przyjechać z żoną na finał konkursu. Ten pierwszy pobyt w Ostrołęce bardzo mocno zapisał się mojej pamięci. Była piękna, złota jesień. Rano miasto nad Narwią otulała lekka mgła. Od dworca autobusowego przeszliśmy ulicą Staszica do Gomulickiego. Ożyły „Wspomnienia niebieskiego mundurka” – a cicha śródmiejska uliczka wydawała się szeroką drogą do literackiej kariery. Tak, byłem naprawdę dumny z nagrody w konkursie Dionizego Maliszewskiego, tym cenniejszej, że kolejnej i zdecydowanie cenniejszej niż rok temu. Z każdym krokiem odkrywaliśmy kolejne urokliwe uliczki: Głowackiego, Kilińskiego, Farną, Szpitalną , Gołębią… I oczywiście zielony plac Bema z pomnikiem generała, ratuszem, Galerią Ostrołęcką i Muzeum Kurpiowskim… Przemierzaliśmy Ostrołękę wzdłuż i wszerz, odkrywając ciekawe sklepiki, malowniczy most, kawiarnie w nowej dzielnicy. Jakie było nasze zdziwienie, kiedy okazało się, że najładniejszy budynek przy ostrołęckim deptaku okazał się celem naszej podróży: Miejską Biblioteką Publiczną. Tak się zaczyna moja znajomość ze wspaniałymi pracownikami biblioteki, ostrołęckimi poetami, a także jurorami – Janem Zdzisławem Brudnickim i Aleksandrem Nawrockim…

DSC_0017

 

 

W rzeczywistości obu panów miałem przyjemność spotkać już wcześniej. Obaj zdecydowali przyznać mi pierwszą nagrodę w szczecińskim konkursie im. K. I. Gałczyńskiego. Jednak to ostrołęcka nagroda otworzyła nowy rozdział naszej znajomości, szczególnie jeśli chodzi o redaktora naczelnego „Poezji dzisiaj”. To właśnie od jesiennego wieczora w Ostrołęce datuje się nasza znajomość i współpraca.

Dwa lata później w 2005 r. pojawiam się w Ostrołęce po raz drugi. Oczywiście z powodu konkursu, w którym otrzymałem III nagrodę. Jakże inna jest ta podróż. Tym razem własnym samochodem, z rocznym synkiem, którego żona uciszała na bibliotecznych korytarzach, żeby przeszkadzał uczestnikom konkursowego finału. Jesteśmy szczęśliwi, ale zmęczeni, otoczeni przez dobrych, ciepłych ludzi.

DSC_0050

W 2008 r. dwukrotnie odwiedzam Ostrołękę. Raz – z powodu zaproszenie do poprowadzenia warsztatów literackich w Lipnikach (odkrywamy wtedy wspaniały hotelik pani Gabrysi przy ul. Głowackiego 35), drugi raz podczas I Festiwalu Poezji Słowiańskiej. A w 2009 r. spotyka mnie prawdziwy zaszczyt – zostaję jurorem Konkursu im. Dionizego Maliszewskiego. Od tego momentu dosłownie cały rok wyczekuję jesieni w Ostrołęce, pięknej biblioteki, czarodziejskiego hoteliku, magicznych uliczek, wspaniałych ostrołęczan – piszących poezję i zakochanych w poezji na czele z dyrektorami Miejskiej Biblioteki Publicznej: Sabiną Malinowską i Mieczysławem Romanikiem. Znam zresztą chyba wszystkich przemiłych pracowników MBP i czuje się wśród nich tak dobrze, jakbym sam pochodził z nadnarwiańskiego grodu. Mam niezwykły przywilej corocznego spotykania się z ostrołęckimi literatami, tymi młodymi jak Agnieszka Ochenkowska i tymi dojrzałymi jak Tadeusz Franciszek Machnowski. Czekam na żartobliwe rozmowy z Alfredem Sierzputowskim. Czekam na dyskusję z Karolem Samselem, autorem wstępów krytycznych do moich i wydawanych przeze mnie książek. Czekam by ucałować dłoń pani Maliszewskiej i pani Kupiszewskiej. Czekam na smakołyki na festiwalowym bankiecie i spotkania z mądrymi uczniami ostrołęckich szkół. Czekam na nową wystawę w muzeum, wieczorne spacery i Narew oglądaną z Mostu Madalińskiego…

DSC_0147

I nie jestem w tym oczekiwaniu sam. Moje dzieci mówią o ostrołęckich wakacjach i już w czerwcu pytają, czy pojedziemy do tego samego co zawsze, pokoiku na piętrze. Są jeszcze trochę za małe, żeby w pełni chłonąć poetycką atmosferę spotkań, dzielą jednak z rodzicami miłość i tęsknotę do miasta i ludzi…

DSC_0146

 

Published by:
Przejdź do paska narzędzi